Autor: Resor.
Część 2: "Teoria porwania"
Każdy z nas pamięta ten pierwszy raz. Dla mnie to było właśnie wtedy, gdy w moim życiu pojawiła się ona. Wciąż miałem przed oczami jej śniadą cerę, piękne brązowe kręcone czarne włosy, i brązowe oczy. Nie wiedziałem wówczas co się ze mną stało. Nie potrafiłem zapomnieć o niej. Była taka inna od innych dziewczyn: na pewno nie była polką, bo bardziej przypomniała Brazylijkę. No i do tego to niebanalne imię: Marianna, które nadal odbijało się echem w mojej głowie.
- Tomek, dlaczego nie jesz ? - Z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy.
Spojrzałem na dół i zobaczyłem, że na stole jest pełny talerz zimnej już zupy pomidorowej. Bez odpowiedzi zacząłem ją po prostu szybko jeść. To dziwne, ale myśląc o niej nie czułem nawet głodu. Wówczas dotarło do mnie, że to może być miłość. Nie chciałem jednak, żeby ktoś się zorientował, że podkochuję się w swojej nowej sąsiadce
Ledwo zjadłem zupę i usłyszałem, jak ktoś dzwoni do drzwi.
- Ja otworzę - Krzyknąłem i pobiegłem do drzwi.
Tak, jak przypuszczałem przyszedł do mnie Zbyszek.
- Stary musimy pogadać, właśnie coś odkryłem - Powiedział niezwykle podekscytowany.
- Mamo idę do Zbyszka - Znów krzyknąłem i razem z nim wyszedłem.
Mój przyjaciel nie chciał mi zdradzić o co chodzi.
- Wszystko wyjaśnię Ci w moim pokoju - Powiedział.
Jego pokój wyglądał nieco jak centrum dowodzenia, tylko, że panował w nim totalny nieład. Wszędzie były porozrzucane jakieś kartki papieru, kawałki gazet, flamastry do zakreślania jakiś informacji. Na ścianie po prawej stronie drzwi wisiała tablica, gdzie wisiały przypięte niedbale kolejne skrawki gazet. Obok tablicy wisiała mapa naszego miasteczka, z widoczną plamą po herbacie.
Na biurku przy oknie leżała sterta zapełnionych segregatorów, a na samym jego środku jego święty Graal: stare radio CB. Nieraz udawało mu się przez nie podsłuchać rozmowy policjantów, którzy przejeżdżali obok i akurat coś nadawali.
- Wiem już co jest grane... - Zaczął mówić Zbyszek.
- O co chodzi?
- Myślę, że ona została porwana.
Popatrzałem na niego. Ze wszystkich oryginalnych pomysłów i stwierdzeń, ta wypowiedź była wówczas najbardziej niedorzeczna.
- Marianna ?! - Odparłem zdziwiony - Ty chyba żartujesz ?
- Nie, nie. Zaraz wszystko Ci wytłumaczę.
Siadł przy radiu, zaczął coś przy nim majstrować i zaczął wyjaśniać:
- No bo zobacz: przyjeżdża facet z córką, która zupełnie nie jest do niego podobna i do tego po mieście kręci się nadal ta czarna furgonetka.
- Zbyszek, ty naprawdę przesadzasz. Marianna swoją urodę pewnie odziedziczyła po matce, która pewnie była Brazylijką.
- No a jak wyjaśnisz te słowa, które słyszeliśmy.
Chwilę zacząłem się zastanawiać. Faktycznie brzmiały one dwuznacznie.
- Może chodzi tylko o jakąś sprawę rodzinną
- Ja i tak czuję, że coś jest nie tak.
Wtedy pomiędzy szumami z CB radia nagle wydobył się głos:
- 4551, 4551 odezwij się. Odbiór.
Zbyszek momentalnie odstawił dłoń od radia i razem ze mną słuchał dalej:
- Tu 4551, co się stało ? Odbiór.
- Jak tam sytuacja ? Bez zmian ? Odbiór.
- Tak, bez zmian, cały czas jesteśmy przy gnieździe orła. Nic się nie dzieje. Odbiór.
- W porządku. Zaraz zmieni was 4552. Bez odbioru.
- Rozumiem 4550, bez odbioru.
Popatrzyliśmy się na siebie.
- Słyszałeś to ? - Zapytał Zbyszek.
- Przecież też tu byłem.
- Co to może znaczyć ? Po co obserwują gniazdo orła ?
Zbyszek odsunął w pół zasłonięte żaluzje i zaczął się rozglądać.
- Spójrz - powiedział po krótkiej chwili - Tam stoi ta czarna furgonetka.
Spojrzałem przez okno. Nieopodal faktycznie stała czarna furgonetka. W okolicy nie było żadnego innego samochodu. Było jasne, że głosy które słyszeliśmy w CB radiu musiały pochodzić z tej furgonetki. Wtedy mnie olśniło.
- Gniazdo orła to konkretne miejsce. Myślę, że jest to dom Marianny.
Mój przyjaciel od razu podskoczył.
- Widzisz ! - Krzyknął - Na pewno go obserwują, bo chcą dorwać tego porywacza.
- Jakby chcieli, to by już to zrobili.
- Może szukają jeszcze dowodów ? Może zrobił tak, jak ty mówiłeś: żeby wszyscy myśleli, że jest ojcem Marianny. Tymczasem po prostu porwał ją dla okupu i Oni to sprawdzają.
Zmarszczyłem brwi szukając jakiejś logicznej odpowiedzi na dość ekscentryczny pomysł Zbyszka.
- To mało prawdopodobne !
- Ale jednak przyznaj, że mogę mieć rację.
- Istnieje mały procent, że...
- No widzisz ! I ja już wiem jak się o tym przekonać w pełni.
Aż się zacząłem bać, co za plan zrodził się w umyśle mojego przyjaciela.
- Musimy podjąć akcję ratunkową.
- My ?!
- No jasne.
- Słuchaj Zbyszku. Jeśli faktycznie jest to porwanie, to Ci faceci w czarnej furgonetce na pewno się tym zajmom. Nie powinniśmy się do tego mieszać.
- Boisz się ?!
- Nie o to chodzi... Trzeba pomyśleć, że przez to sama Marianna może mieć problemy.
- Już rozumiem.
- Co takiego?
- Ty się w niej zadłużyłeś.
- Że co ? - Próbowałem udawać, że nie wiem o co mu chodzi.
- Przestań ściemniać! Widziałem, jak na nią patrzysz. A teraz do tego martwisz się o nią.
- A ty się nie martwisz o innych ?
- Tak, ale gdy to powiedziałem zaczerwieniłeś się jak burak.
Niestety mowa ciała w większości mówi wszystko sama za siebie. Faktycznie czułem, że się czerwienię.
- No dobrze. Faktycznie mi się spodobała - Przyznałem w końcu - Ale co ma to do rzeczy ?
- Posłuchaj: jak sądzisz, co pomyśli sobie dziewczyna, która jest w opałach, jeśli zobaczy, że próbujesz ją ocalić?
- Że jestem świrem ?
- Przestań! Będziesz dla niej jak rycerz w lśniącej zbroi. Nawet jeśli faktycznie to nie jest porwanie, to wówczas się o tym przekonamy na sto procent.
Wiedziałem, że jest to najbardziej szalony pomysł, jaki przyszedł mu na myśl, ale wiedziałem, że Marianna jakoś musi mnie zauważyć. Próba ratunku na pewno nawet z urojonego przez nas porwania na pewno zostanie przez nią doceniona.
- No dobrze - Zgodziłem się w końcu - Co proponujesz ?
- Skoro jutro jest wieczorek zapoznawczy musimy zrobić to jeszcze dziś wieczorem.
- A może po prostu podczas wieczorku jej się zapytam ?
- Musimy działać jak najszybciej, jeśli Ci na niej zależy.
- W porządku, więc jak ty to widzisz ?
Zbyszek rozłożył wielką kartkę papieru, wziął jeden z flamastrów i zaczął objaśniać swój szalony plan.
-----------
C.D.N.