Nawigacja
Główna
Forum
Biografie
Bannery
Szukaj
Kontakt
Fraszki
Ankieta
Twój kierunek na podróż marzeń to:

Wyspy Karaibskie

Wyspy Kanaryjskie

Australia

Japonia

Wyspa Wielkanocna

Ameryka Północna

Ameryka Południowa

Afryka

Indie

Inne

Przyjaciele
-Zaproszenia
-Podziękowania dla gości
Aktualnie online
Gości online: 39

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 3,123
Najnowszy użytkownik: Danielll

Wiersze, wierszyki i opowiadania

Portal poetycki Wierszek.pl. Dodaj swoje wiersze!

Tworzysz, ale nie ma kto cię NAPRAWDĘ wysłuchać i ocenić? Chcesz podzielić się swoją twórczością, poznać twórczość innych, zasięgnąć cennych rad, które pozwolą ci się udoskonalić? Chcesz wziąć udział w konkursach, a może i wygrać któryś? Chcesz poznać wartościowych ludzi? Dobrze trafiłeś! Tylko tu w przyjaznym gronie naprawdę złapiesz wiatr w żagle! Pomożemy zmienić bryłę w oszlifowany diament, a to wszystko w sympatycznej atmosferze, bez złośliwych docinków! Dołącz do przyjaciół po artystycznym fachu! Zapraszamy!

Boks reklamowy
Nawigacja
Artykuły » Proza » Prezent
Prezent
Dzisiaj w Ameryce Dzień Matki. Zostanie on wyryty ważnym wydarze­niem w pamięci Marty. Piękna, słoneczna pogoda powinna mal­ować w jej sercu optymizm. Za oknem, poran­nymi wraże­ni­ami dzieliły się ptaki, wesoło świer­goląc tylko w sobie znanych językach. Ósmy maja, dwa tysiące jede­nastego roku - niedzielny poranek.
Ze szpi­tala żadnych wieści. Tam prze­bywa córka Marty, Monika! Kobieta nie zauważa pięknej pogody, ani wiosen­nych pogawędek kwiatów, które wdz­ięcznie chylą swoje kolorowe główki, plotku­jąc między sobą nad dzi­wactwem zmi­en­nej aury.
Ale wróćmy do dnia poprzed­niego, bo wydaje się, że od tego czasu należy zacząć tę opowieść, która nigdy nie skończy się dla moich przy­jaciół.
Marta wró­ciła już ze szpi­tala, po wielu nieprzy­jem­nych przy­go­dach ze swoją chorobą i zapasach z Amerykańską nieruch­liwą, skamieni­ałą admin­is­tracją, kiedy pojawia się nowy emocjon­alny kłopot.
Wszys­tko zaczęło się w sobotę. Dokład­nie o godzinie siód­mej zero, zero wiec­zorem dzwoni tele­fon Marty, która dowiaduje się, że Monika udaje się do szpi­tala, gdzie zaw­iezie ją mąż Jeff. Zosta­je tam, aby podtrzymy­wać na duchu żonę, jak przys­tało na dobrego męża. To mieszane małżeństwo - on Amerykanin, tutaj urod­zony - ona nat­u­ral­i­zowana Amerykanka. Mieszkają na szóstym piętrze czyn­szowego budynku. Wraz z nimi żyją dwa sym­pa­ty­czne pieski Czapi i Tof­fik, znani już w mojej twórczości. Rozpoznawalni też są z moich wier­szy Monika i Jeff.
- Trzeba zabrać pieski - ozna­jmia Marta.
- Cieszę się! - powiedzi­ałem zgod­nie z prawdą.
Żal mi było, tych miniatur­owych futrza­ków, kiedy patrzyłem w ich inteligentne, rozumne oczy. Coś w ich malut­kich ser­cach umier­ało z tęs­knoty za swoimi dwunożnymi przy­jaciółmi.
Psie serca - skąd to znam? - tak, szkolna lek­tura, która powraca swą treś­cią po wielu, wielu lat­ach.
Czułem się trochę nieswojo wyrzu­cony poza naw­ias tej rodziny. Oni mieli swoje kłopoty, smutki, którymi sol­i­darnie dzielili się, czcili razem radości. Grali w piłkę z losem, ale wszyscy razem bronili swo­jej bramki.
- Mnie zostały tylko pieski - pomyślałem.
Marta na czele swo­jej rodziny udała się do szpi­tala, aby wspomóc swoją obec­noś­cią ukochaną córkę. Mnie poprosiła, abym nie rozstawał się z tele­fonem, dając jed­nocześnie szczegółowe instrukcje, jak mam obsługi­wać pieski. Phi! - jak­bym nie wiedział.
- Ładny mi Dzień Matki! - narzekałem w duchu, ale tak inaczej, bez żalu.
Prze­cież, były jeszcze dwa smu­tasy Czapi i Tof­fik, które też czekały w mil­cze­niu na wiado­mość.
Naresz­cie tele­fon! Monika urodz­iła córeczkę, słyszę szczęśliwy głos Marty.
- Piękny prezent na Dzień Matki - prawda?
- O, tak wydukałem - no, bo co miałem powiedzieć?
Pograt­u­lowałem i zakończyłem roz­mowę.
Chłopcy (tak potocznie nazy­wam pieski) poważnymi, uważnymi spo­jrzeni­ami omi­atali moją twarz.
Czyżby wiedzieli? Toż, od czasu do czasu, któryś z nich wdrapy­wał się na duży brzuszek Moniki szyku­jąc sobie legowisko w ostat­nich dni­ach jej ciąży, opieku­jąc się na zmi­anę małą Anią.

Ach, te psie serca...

Napisane przez gem dnia maj 15 2011
Komentarze
#1 Edit

dnia maj 15 2011 20:54:05
Lubie Cię czytać gem...Smilehmm tak sobie myślę czy lubiłabym Cie też słuchaćWink
#2 gem

dnia maj 16 2011 02:26:07
Taki komplement Edytko, jest miły dla każdego autora od czytelnika - dzięki. Nie uważam się za dobrego gawędziarza. Ktos napisał, że ja zmyslam. Niestety, ale zmyslania u mnie jest niewiele, a o ile jest, to staram sie w jakis sposób to sygnalizować. Najgorsze co bym mógł zrobić, to w perfidny sposób okłamywac czytelnika...prawdy nie należy oczywiscie łaczyć z dowcipem. Pozdrawiam.Smile
#3 Sekret

dnia maj 17 2011 18:56:49
Zgadzam się z EdytkąSmile wciągające i dobre na długie wieczory takie opowieściSmile taki właśnie klimat mi się wytworzył po przeczytaniuSmile
#4 Spoks

dnia maj 23 2011 22:14:36
Czytam aktualnie "Zeus daje tylko znak, Apollo wieszczy osobiście" - Stefan Oświecimski, więc następnym razem jak skończę, ...a i tobie życzę zapału. Smile
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.


Ekipa portalu Wierszek.pl:

1. Administrator główny Neonex - zarządzanie stronką od spraw technicznych i organizacyjnych.
2. Administrator główny Edit - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.
3. Administrator główny Resor - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.
4.Administrator piotrus88 - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.


Wierszek.pl - wiersze, wierszyki.

Administracja nie odpowiada za wiersze dodane przez użytkowników!

Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ostatnie artykuły
Wiersze
Mów do mnie jeszcze
Czucie
Do D.
SAMOTNOŚĆ
Echa roztrwonionych ...
Wpadliśmy
[zbyt długo]
Chcę pieszczoty
Co nieco stuknięty
Księżniczka
Pstryk!
Zawsze pierwsze
pragnienia
Słowa są początkiem
Po drugiej stronie s...
Po omacku
Srebrna końcówka zimy
Zatrzymaj sie
Kulipotech
Nie Od Dziś
Pani Twardowska
Pamięci księdza Twar...
Twoje słowa
Buciki
MOC ŻYCIA
Świst
Letnie fantazje tęsknot
Sex
Akt oskarżenia
Metafizyka
Zamiast
A może tak inaczej...
Wygnani poeci
Ostatni kwiat nadziei
Błękit
13 grudnia
zorza
kontrola
fragmenty
Wywczasy
Nie zastąpią
Znamię
Zobaczymy
Biały Kruk
szeptem
Ciało kobiety
Ból istnieje
Taka piękna
Ludzie z Alfa Centauri