Nawigacja
Główna
Forum
Biografie
Bannery
Szukaj
Kontakt
Fraszki
Ankieta
Twój kierunek na podróż marzeń to:

Wyspy Karaibskie

Wyspy Kanaryjskie

Australia

Japonia

Wyspa Wielkanocna

Ameryka Północna

Ameryka Południowa

Afryka

Indie

Inne

Przyjaciele
-Zaproszenia
-Podziękowania dla gości
Aktualnie online
Gości online: 29

Użytkowników online: 0

Łącznie użytkowników: 3,123
Najnowszy użytkownik: Danielll

Wiersze, wierszyki i opowiadania

Portal poetycki Wierszek.pl. Dodaj swoje wiersze!

Tworzysz, ale nie ma kto cię NAPRAWDĘ wysłuchać i ocenić? Chcesz podzielić się swoją twórczością, poznać twórczość innych, zasięgnąć cennych rad, które pozwolą ci się udoskonalić? Chcesz wziąć udział w konkursach, a może i wygrać któryś? Chcesz poznać wartościowych ludzi? Dobrze trafiłeś! Tylko tu w przyjaznym gronie naprawdę złapiesz wiatr w żagle! Pomożemy zmienić bryłę w oszlifowany diament, a to wszystko w sympatycznej atmosferze, bez złośliwych docinków! Dołącz do przyjaciół po artystycznym fachu! Zapraszamy!

Boks reklamowy
Nawigacja
Artykuły » Proza » Maszyna do liczenia czasu 2
Maszyna do liczenia czasu 2
Maszyna do liczenia czasu
Tak. Mam już sto pięćdziesiąt lat. Czy to dużo, czy mało - diabli wiedzą. Ten czas, moi drodzy mieszkańcy dwudziestego pierwszego wieku, ma zupełnie inny ciężar niż za waszych błogich, statecznych dni. Boli mnie wszystko, ale te zgrzyty i kłucia mam zamknięte w elektronicznych szafkach. Są jak mruczące kotki, którym daję czasem prztyczek w ucho. Wtedy zasypiają.
Jestem w programie. Raz na minutę naciskam panel sterowania "Wieczną Wiosną", żeby skoordynować ze sobą wszystkie firmy w naszym kraju i wszystkich ludzi, którzy żyją w danej chwili. Od dwóch lat mamy w tej części Programu opcje rŚwieżo Urodzone Noworodki" oraz "Niedawni Zmarli". Moja pomocnica, stuletnia Agata, z czułością nazywa ich przybylcami i odbylcami, a ja wybaczam jej te dziwolągi językowe. Jest młoda i nudzi się trochę na naszym posterunku.
Niekiedy wspominam moją młodość, ale nie bardzo mogę sobie wyobrazić, jak wyglądałem w prehistorii istnienia naszej firmy. Byli wtedy dyrektorzy oddziałów, kierownicy grup, moi koledzy. Wszyscy młodsi ode mnie. Już dawno nie żyją, choć byli tacy posłuszni Idei. Tak się starali zrozumieć sens istnienia "Wiecznej Wiosny" i swoje miejsce w jej ustawicznych zmianach i przebudowach. Pamiętam, że w biurze głównym starano się ze wszystkich sił sporządzać jak najwięcej instrukcji dla pracowników końcówki, aby dobrze ich zmotywować do pracy. Wrzała pełna zapału krzątanina w wysyłaniu listów do pracowników niższego szczebla. Im więcej, tym lepiej. Za tę gorączkową aktywność były nagrody.
Kierownicy wyciskali z wykonawców ostatnie poty, żeby przegonić konkurencję, więc niektórzy moi koledzy chorowali, inni ukrywali swą, naruszoną przez wieczną bieganinę psychikę pod potężnymi dawkami leków psychiatrycznych. Liderzy stawali się przystawkami do programów komputerowych. Odejście na jeden dzień od płynących z nich informacji groziło wypadnięciem z systemu, a za tym szły poważne kary pieniężne.
Forsa. Coraz więcej forsy od klientów albo stukanie nas w łeb przez przestraszonych kierowników, którzy co tydzień spowiadali pracowników z każdej minuty dnia.Wbijanie na stałe do mózgu modelu "B.R.OD.A", który uczył, krok po kroku, jak zaskoczyć jegomościa swoją niezależnością, zobojętnieniem na odsuwanie się daty kontraktu; jak uruchomić w jego psychice strach z powodu niezaspokojonych potrzeb i wytworzyć pożądanie bezpieczeństwa.
Ten skrót, który miał rozbawiać pracowników pierwszej linii walki - podobno to dobrze wpływa na pamięć - w rozwinięciu brzmiał: "BIERZ ROBAKA OD APSAKA". Na szkoleniach trzeba było głębiej wejść w ten zabawny skrót. "BIERZ" oznaczało działanie w gruncie rzeczy ofensywne, które musi zakończyć się sukcesem. "ROBAKA" dotyczyło wszelkiego typu klientów. "OD" - tu podkreślano, żeby nie mylić go z przyimkiem mówiącym, że coś od kogoś dostajemy, ale, że ta procedura od nosi się do sposobu działania np. od tyłu, przez zaskoczenie. Wreszcie najważniejszy element kodu: "APSAKA". Dla osoby niewtajemniczonej to głupia zbitka literowa. Dla każdego pracownika naszej placówki oznaczała dwadzieścia sposobów podejścia do klienta. Hasło "APSAKA" musi wywołać w mózgu trenowanego, w ciągu trzech sekund, całą listę procedur, z odpowiednimi przykładami. W ten sposób nabierało ono sensu dla określonej, zamkniętej grupy ludzi.
Niektórzy z nas, w zwykłej rozmowie, zaczynali nagle recytować formułki ze schematów sprzedaży. Przenosiły się one ze szkoleń i spotkań z klientami na życie prywatne, nabierały ciała. Jak na tamte czasy, byliśmy starzy i baliśmy się, że zostaniemy bez pracy. Nie przejmowaliśmy się więc pomieszaniem dwóch światów - sztucznego z rzeczywistym.
Ale, co ja mówię! Przecież to ja jestem matuzalemem. Jak to się stało, że jedyny pozostałem na posterunku, do 2096 roku? Chociaż byłem najstarszy? Byłem ciekawy, wściekle ciekawy, co z tego wszystkiego wyniknie. Przyjąłem więc strategię obserwatora, który, w ramach istniejącej sytuacji, szuka takiej pozycji w firmie, która nie zaangażuje go zbytnio w procedury systemu i kontrolę jego życia. Ale to kosztowało. Żadnych możliwości awansu, dosyć skromne zarobki, opinia o mnie, że jestem dziwakiem i indywidualistą.
Byłem na prostej drodze do odejścia z firmy. Pole manewru zwężało się. Uratował mnie nowy pomysł "Wiecznej Wiosny" - przechodzenie na sprzedaż okienkową i stopniowe pozbywanie się pracowników, którzy odwiedzają klientów. Zrobiono wówczas ze mnie strażnika IDEI. W naszej firmie nie ma wieku emerytalnego. Prawie wszyscy kierownicy i dyrektorzy odeszli, bo nie było już dla nich miejsca w nowej organizacji. Pozostali w niej selfmademani, którzy mieli pomysł na siebie - jak przechwycić władzę nad okrojonym, dwustuosobowym oddziałem wyrobników po siedemdziesiątce. Kij nie był już potrzebny, bo większość z tych facetów i kobiet (tych zostało zaledwie piętnaście) wierzyła w system, jak rozbitkowie na tratwie, gdy wspólnym ruchem wioseł na wzburzonym morzu o zmiennych prądach przywołują zamazany horyzont.
Wyrwałem się z tej grupy, ja, samotny pływak. Przestałem wierzyć w forsę, racjonalność umysłu, ratunek z niebios i postawiłem na obserwację. Zostałem bezpłatnym doradcą tych drapieżnych jastrzębi. Tym, który czuwa nad wiecznym wizerunkiem firmy. Patrzyłem z góry na firmę, analizując jej kolejne konfiguracje i powoli zagłębiałem się w pogmatwaną nić procesów, które zachodziły w jej środowisku, tak podatnym na drobne zmiany w otoczeniu. W procesach nieliniowych - takie zachodzą w wielkich firmach pozostających pod presją konkurencji, także na giełdzie, w zjawiskach pogodowych, ekonomicznych - układy są nieprzewidywalne w końcowym etapie ich istnienia. Zbyt dużo może się po drodze wydarzyć. Same plotki delikatnie modelowały strukturę naszej firmy. Ja o tym wiedziałem i prognozowałem przyszłość na bardzo krótki dystans. To ich zadowalało. Ale mnie chodziło o coś innego. Zobaczyć koniec, gaśnięcie tego molocha, jego skręcanie się w feerii ostatnich błysków ognia i rozpad ostateczny w popielisku.
Zemsta? Triumf? Próba siły? I to nie, i to nie - choć moim myślom towarzyszył nieraz bezczelny chichot, że dowalę im. Im? A kim oni byli, kim wreszcie są? Nie ma "ich", gdyż stali się częścią szalejącego systemu, zazębieni między sobą - palec za palec, oko za oko, nawet włos za włos. Chodziło raczej o zadanie bolesnej rany temu instytucjonalnemu potworowi, żeby wykręcał się na lewą stronę, błagając o chwilę oddechu.Takie było moje marzenie już od drugiej klasy szkoły podstawowej, gdy patrzyłem na rodziców, którzy wstawali co rano z łóżka, szli do pracy, żeby wykonywać codziennie dziwne ruchy przekładania papierów na biurku.
X
Cóż, może powinienem wam opowiedzieć coś niecoś o "Świeżo Urodzonych Noworodkach" i "Niedawno Zmarłych". Od dawna wnikamy w DNA każdego człowieka i wiemy właściwie o wszystkich słabościach organizmu. Powiem mocniej - domyślamy się na co każdy obywatel umrze i w jakim mniej więcej czasie. Nasz rejestr wychwytuje wszystkich ludzi narodzonych. Wysyłamy im testy genetyczne i tych, którzy nie mają widocznych defektów w kodzie genetycznym, ale predyspozycje do pewnych chorób, ubezpieczamy od leczenia za pomocą nowoczesnych terapii lub na poczet narządów, które będą wyhodowane z ich komórek skóry. Ci, którzy urodzą się z widocznymi deficytami zdrowia, dostaną leczenie lub protezy w miejsce zagrożonych narządów z ubezpieczenia rodziców. "Niedawno Zmarli" zostawią swoje zdrowe organy lub protezy do czasowego lub stałego wykorzystania przez żyjących osobników - mamy na to odpowiednie rozwiązania, które zapewniają nieprzerwany dopływ części z magazynu światowego.
Jak porozumiewamy się z obywatelami? Poprzez Internet? To już stara śpiewka. Dziś można wysyłać nie tylko informacje, ale wszelkiego rodzaju przesyłki i dokumenty za pomocą komputera kwantowego. Wszelkie obiekty są przekazywane w ułamku sekundy, bez względu na odległość, bez podróży na nośniku fizycznym. Proteza nogi, na przykład, w tym samym prawie czasie przebywa w biurze wysyłkowym w Nowym Jorku i pojawia się w magazynie części zamiennych w Warszawie. Wykorzystano tu praktycznie, po upływie niemal wieku, zasadę nieoznaczoności Heisenberga. Każda informacja czy przesyłka jest podpisana przez dyrektora właściwego działu, specjalistów, dostawców. Ale nie są to już ludzie, lecz wysoko wyspecjalizowane części Systemu. Mają oni, oczywiście, imiona i nazwiska, jakieś życiorysy, drogę zawodową, sukcesy a nawet osobisty styl porozumiewania się z klientami, bo obywatele nie mają zaufania do maszyny i nie wiedzą, że "my" to zespół skomplikowanych procedur.
X
Agata ostatnio wraca do wspomnień. Czy to jest efekt znudzenia liczbami, powtarzalnością zadań, które wykonujemy? Może się starzeje? Jej kobieca natura od dwóch lat daje o sobie znać w postaci żartów, łagodnych zdrobnień wprowadzanych do suchego języka statystyki urodzeń i zgonów, w tęsknocie z rozmową twarzą w twarz z "obiektami" naszych działań. Wczoraj wysłała do mnie kilka listów na temat pewnego Cygana, którego spotkała w młodości w tramwaju i z którym wymieniała długie spojrzenia płynące z "głębi duszy". Nie mogąc wyrazić dokładnie tego, co chciała, powracała do tematu przez cały dzień. No tak, o ile pojęcie dnia ma jakiś sens w naszym życiu - moim i Agaty.
Umówmy się, że chodzi o upływ 12 godzin. Wymyślamy sobie, oczywiście, pewne przystanki w naszej egzystencji, żeby odczuwać strumień czasu i płynąć w nim. Dużą rolę w naszej żywotności odgrywa także ból, który pozwala na mobilizację sił witalnych. Do jego generowania mamy odpowiedni program, który włączamy co drugi dzień, na pięć, dziesięć, piętnaście minut i wyłączamy, gdy zaczyna słabnąć nasza odporność na bodźce.
X
Od dwóch lat nie notowałem swoich myśli, bo to, co się działo na naszym posterunku, zaburzyło mój spokój i poczucie misji. Bałem się, że Agata zacznie tworzyć własny świat. Zaczęły się pojawiać wśród nas dziwne postaci - pałętali się wokół jacyś ludzie bez kończyn, z różnymi defektami. Potem pojawiły się koty, psy, w końcu cały wiejski inwentarz. Moja pomocnica zaczęła wykorzystywać funkcje sytemu "Wieczna Wiosna" do tworzenia hologramów świata zewnętrznego. Stworzyła nawet siebie samą, młodszą o 70 lat.
W naszym świecie zaczęło wrzeć ludzkie życie. Są już śluby, pogrzeby, narodziny całej gromady dzieci. Członkowie społeczności wymyślonej przez Agatę kłócą się między sobą, wychowują pociechy, wysyłają je do szkół, miewają kłopoty finansowe. Chodzą do pracy w firmach, które ich wykorzystują, wyjeżdżają na granicę, wymyślają nowe technologie. Mamy już prezydenta, rząd, mafię narkotykową... Niedługo wyleci w przestrzeń kosmiczną trzydziestoletni pilot wojskowy - specjalista od zaawansowanej robotyki. Trzeba ciągle rozbudowywać niektóre funkcje systemu.
Zacząłem się bać, bo moja Idea zamazywała się. Czy jestem dalej wielkim kontrolerem czy też może zbawicielem ludzkości albo tylko kółkiem w maszynie? Chwiała się moja tożsamość, więc postanowiłem wyłączyć się z "Wiecznej Wiosny" na jakieś dziesięć lat. Nacisnąłem klawisz "hibernacji", okryłem się ciepłą cyfrową kołderką i spokojnie zasnąłem.
X
Czuję wibrowanie w kościach, przelatują przeze mnie kłujące prądy. Otacza mnie mętne światło i atakuje daleki szum wentylatorów. Głosy, głosy potężnieją... Szum fal, ostre zapachy, stukoty i jękliwe zawodzenia... Budzę się. Naciskam guzik memuara. Ostatni zapis: 24 Grudnia, 3003 rok. DO STRAŻNIKA IDEI: Agata nie żyje od 8 lat. Poddała się anihilacji, wybierając funkcję rreset".
Zostawiła list do STRAŻNIKA, że świat, który powstał w maszynie, przerósł ją. Jej holograficzna wersja, Agata nr 2, przejęła większość jej marzeń i planów. Nowa ziemia ewoluowała w ciągu ośmiu lat do rozmiarów kosmicznych. Ludzie ją zamieszkujący wybierają się właśnie do Czarnej Dziury w ich galaktyce, żeby odwiedzić świat alternatywny. Czy chcesz, STRAŻNIKU IDEI, włączyć się do naszej podróży?
Malgorzata

Napisane przez Malgorzata dnia grudzień 01 2012
Komentarze
#1 matik7891

dnia grudzień 02 2012 14:21:33
Zrobiłaś 'korektę' w ciągu jednego dnia? Dobra, specjalnie pozwolę sobie przeczytać ten tekst i wyłapię co mi tam zgrzyta. Oczywiście Mariusz jest z wykształcenia adiustatorem, ma do powiedzenia znacznie więcej ode mnie. Ja jestem tylko zwykłym górnikiem, który od czasu do czasu przeczyta jakąś książkę i tez próbuje swoich sił w pisaniu. Nie bierz więc tego co wypisze poniżej całkiem serio, bo być może zwyczajnie się mylę. Ale przechodząc do dzieła...

Są jak mruczące kotki, którym daję czasem prztyczek w ucho. Wtedy zasypiają.

Czy jak się uderzy kota w ucho to ten zasypia? Dziwne porównanie IMO zupełnie nie trafione...

Raz na minutę naciskam panel sterowania "Wieczną Wiosną", żeby skoordynować ze sobą wszystkie firmy w naszym kraju i wszystkich ludzi, którzy żyją w danej chwili.

Nie wiem o co chodzi w tym zdaniu. Że przy pomocy Wiecznej Wiosny naciskasz jakiś guzik w panelu sterowania, czy że robisz to podczas Wiecznej Wiosny?

ale, że ta procedura od nosi się do sposobu działania

'Odnosi' razem

Chociaż byłem najstarszy? Byłem ciekawy, wściekle ciekawy, co z tego wszystkiego wyniknie. Przyjąłem więc strategię obserwatora, który, w ramach istniejącej sytuacji, szuka takiej pozycji w firmie, która nie zaangażuje go zbytnio w procedury systemu i kontrolę jego życia. Ale to kosztowało. Żadnych możliwości awansu, dosyć skromne zarobki, opinia o mnie, że jestem dziwakiem i indywidualistą.
Byłem na prostej

Powtórzenia.

wierzyła w system, jak rozbitkowie na tratwie, gdy wspólnym ruchem wioseł na wzburzonym morzu o zmiennych prądach przywołują zamazany horyzont.

Czy ja wiem, czy rozbitkowie w takiej sytuacji (ekstremalnej) coś sobie przywołują... Samo zdanie o rozbitkach chyba przekombinowane a i porównanie do mnie kompletnie nie trafia.

że dowalę im. Im? A kim oni byli, kim wreszcie są? Nie ma "ich", gdyż stali się częścią szalejącego systemu, zazębieni między sobą - palec za palec, oko za oko, nawet włos za włos.

Za dużo powtórzeń. Wiem że są celowe, ale mnie to osobiście zgrzyta.

Proteza nogi, na przykład, w tym samym prawie czasie przebywa w biurze wysyłkowym w Nowym Jorku i...

'prawie' bym usunął - bo w końcu 'w tym samym czasie', czy 'prawie'?
Prawie robi wielką różnicę.

Jej kobieca natura od dwóch lat daje o sobie znać w postaci żartów, łagodnych zdrobnień wprowadzanych do suchego języka statystyki urodzeń i zgonów, w tęsknocie z rozmową twarzą w twarz z "obiektami" naszych działań.

Co to znaczy że jej 'kobieca natura dała o sobie znać w postaci żartów itd.'? To znaczy że tylko kobiety żartują i zdrabniają jakieś zwroty, czy może chodzi o to że to były jakieś feministyczne żarciki, hę?


Wczoraj wysłała do mnie kilka listów na temat pewnego Cygana, którego spotkała w młodości w tramwaju i z którym wymieniała długie spojrzenia płynące z "głębi duszy".

Te spojrzenia z głębi duszy tak dziwnie brzmią, że aż mnie mdli. Człowiek nie wie czy ma się śmiać czy jednak na serio to przełknąć. Wybacz Wink


okryłem się ciepłą cyfrową kołderką

czym? To metafora?

jękliwe zawodzenia

Może po prostu jęki?

rreset

podwójne 'r' albo tam miał być cudzysłów.

I to tyle Smile
Pozdrawiam
#2 Malgorzata

dnia grudzień 03 2012 11:23:31
Matiku,
Twoje podejście jest bardzo analityczne i jest spojrzeniem redaktora. Zdobyłeś się na trud wzięcia pod lupę poszczególnych zdań. Dziękuję Ci za tę pracę.
Nie jest to jednak spojrzenie czytelnika.
Osoba pisząca opowiadanie, czyli ja, powinna zwracać uwagę na poprawność gramatyczną i ortograficzną tekstu. Weź jednak pod uwagę, że całe opowiadanie jest metaforą i nie chodzi w nim o logiczne działanie lub poprawność myślenia narratora , ale o nastrój, który płynie z tej historii. Czy budzi ona jakiś niepokój. Narrator (czy to jest maszyna czy człowiek, to jest kwestia interpretacji przez czytelnika) mówi np. o bólu jak o mruczących kotkach. On termu bólowi daje prztyczek i nie zastanawia się, że tak się kota nie usypia. Narrator jest czasem rozdrażniony.

Ten tekst powstał pod wpływem bardzo realnych przeżyć, jakie miałam pracując w korporacji. Obserwowałam, trochę " z lotu ptaka", czym są patologie biurokracji, do czego prowadzą, do jakich zaburzeń mogą doprowadzić umysł człowieka i funkcjonowanie instytucji. Zadałam w tym opowiadaniu pytanie, czy jest jakieś wyjście z tego labiryntu. Konkluzja jest następująca : wyjścia nie ma, ponieważ wynaturzenia biurokracji będą się bez końca powtarzać. Jedynym lekarstwem jest bycie z ludźmi.

Nie powinnam jednak dawać wyjaśnień "co autor miał na myśli".
Matiku, może nie lubisz literatury w stylu Lema.
Pozdrawiam

Malgorzata
#3 kinga d

dnia grudzień 03 2012 16:31:18
Smile
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.


Ekipa portalu Wierszek.pl:

1. Administrator główny Neonex - zarządzanie stronką od spraw technicznych i organizacyjnych.
2. Administrator główny Edit - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.
3. Administrator główny Resor - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.
4.Administrator piotrus88 - moderowanie, publikowanie, edytowanie prac i newsów, zarządzanie portalem od strony organizacyjnej.


Wierszek.pl - wiersze, wierszyki.

Administracja nie odpowiada za wiersze dodane przez użytkowników!

Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ostatnie artykuły
Mów do mnie jeszcze
Czucie
Do D.
SAMOTNOŚĆ
Echa roztrwonionych ...
Wpadliśmy
[zbyt długo]
Chcę pieszczoty
Co nieco stuknięty
Księżniczka
Pstryk!
Zawsze pierwsze
pragnienia
Słowa są początkiem
Po drugiej stronie s...
Po omacku
Srebrna końcówka zimy
Zatrzymaj sie
Kulipotech
Nie Od Dziś
Pani Twardowska
Pamięci księdza Twar...
Twoje słowa
Buciki
MOC ŻYCIA
Świst
Letnie fantazje tęsknot
Sex
Akt oskarżenia
Metafizyka
Zamiast
A może tak inaczej...
Wygnani poeci
Ostatni kwiat nadziei
Błękit
13 grudnia
zorza
kontrola
fragmenty
Wywczasy
Nie zastąpią
Znamię
Zobaczymy
Biały Kruk
szeptem
Ciało kobiety
Ból istnieje
Taka piękna
Ludzie z Alfa Centauri
okropieństwa